niedziela, 20 grudnia 2015

Englichek

Engliczek wybrałam jako jedną z destynacji w mojej kirgiskiej przygodzie ze względu na bliskość gór. A właściwie szczytu Zwycięstwa (pik Pobiedy) 7139 m n.p.m. Wyruszyliśmy z Karakolu z Nurginem, którego poznałam po przyjeździe. N okazał się być byłym wojskowym co pomogło mi w dotarciu do tego przedziwnego miejsca. Po drodze wysiadł akumulator w mercu N. Jakimś cudem jechali akurat pogranicznicy koledzy N i pomogli w uruchomieniu auta. Nie obyło się oczywiście bez krótkiej imprezki na trasie. Po uruchomieniu auta w czasie podjazdu na przełęcz Chongashuu, która leży na wysokości 3822 m n.p.m. spotkaliśmy inny samochód, który uległ awarii. Tu muszę podkreślić bezinteresowną chęć niesienia pomocy przez Kirgizów. Także N zatrzymał się i zapytał czy nie potrzeba pomocy. Zabraliśmy pasażera zepsutej ciężarówki Oskara. Oskar jest strażnikiem przełęczy, tam jest jego dom. Dba On o przejezdność drogi. Engliczek to małe wymarłe osiedle, gdzie większość budynków jest opuszczonych. Ludzie głównie zajmują się wypasem krów, koni i baranów. Oczywiście przed miasteczkiem jest zastawka czyli posterunek pograniczników i mogłam tam wjechać dzięki N. Pogranicznicy strzegą granicy położonej na wysokościach od 4500 m n.p.m. do 7139 m n.p.m.. Zgodnie z tym co mówił N chronią ją przed "naruszeniem granicy gospodarstwa". Co ciekawe na tym terenie była kopalnia - czego? nie wiem. Ale sowiecka paranoja jest wciąż obecna na tamtych terenach. 



























Pozdrawiam 
A

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz